sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 22.

Heh jakoś nie przypadł mi do gustu ten rozdział, a na dodatek koniec już, a ostatnio zamiast pisać to ja oglądam serial. Ale musicie wybaczyć. W końcu siedzę z 5 szwami, ledwo mówię i do tego nie mogę się uśmiechać:(

&&&


Lucas powiedział, że zabiera nas na wakacje, ale nie powiedział gdzie. Więc za bardzo nie wiedziałam co spakować. I jeszcze miałam problem z Marcosem, który do tej pory nie zabrał wszystkich rzeczy i nie mogłam go zmusić, aby przyjechał. Ale byłam akurat sama w domu i usłyszałam pukanie do drzwi więc poszłam otworzyć i zobaczyłam Marcosa.
  • Hej. - powiedziałam pierwsze co wpadło mi do głowy
  • Hej? Po tym wszystkim mówisz mi hej? A może byś tak mi wytłumaczyła to wszystko?
  • Marcos daj spokój. Stało się i się nie odstanie. Nie chcę brać ślubu z tobą, to wszystko.
  • Pieprzył cię?
  • Słucham? - i na niego spojrzałam zdziwiona
  • Ogłuchłaś? Pytam czy pieprzyłaś się z nim.
  • Nie, to nie chodzi o Lucasa. Już od dawna czułam, że popełniam błąd.
  • To po co nagle tak zmieniłaś zdanie i chciałaś ślub? No pytam po co? - i do mnie podszedł
  • Bo myślałam, ze to najlepsze rozwiązanie. Nie chciałam słuchać serca, aż do teraz.
  • Nie chrzań, że go kochasz. Nie pamiętasz już, co on ci zrobił? Kto musiał cię pocieszać?
  • Pamiętam i doceniam, ale zrozum to jego kocham, nie ciebie i było tak od zawsze i dobrze o tym wiedziałeś. A na dodatek to ojciec Nacho.
  • No tak, bachor zechciał mieć tatusia - piłkarzynę to mamusia musiała spełnić zachciankę.
  • Wcale nie. I najlepiej teraz będzie jak weźmiesz wszystkie swoje rzeczy, a nam dasz święty spokój. Bo ta rozmowa do niczego dobrego nie prowadzi, a ja mam trochę rzeczy do zrobienia.
  • Szmata. Tylko tyle ci powiem, a myślałem, że jesteś porządną dziewczyna, ale nie. Jesteś po prostu dziwką, która leci na kasę - a ja tylko go spoliczkowałam i wycedziłam przez zęby
  • Pakuj się i abym nigdy cię nie widziała na oczy.

Na szczęście poszedł się pakować i pilnowałam go, aż w końcu zostałam sama i poszłam do kuchni gdzie od razu oparłam się o blat i rozpłakałam. Tyle tylko, że do domu wpadł Nacho z Lucasem, więc szybko się wycierałam i odwróciłam do nich i słuchałam podekscytowanego Nacho.
  • Smyku idź lepiej odłóż zakupy na łóżko. - odezwał się Luc i już małego nie było - Co się dzieje?
  • Nic.
  • Paula, widziałem Marcosa i widzę, że płaczesz. Coś ci zrobił?
  • Nazwał mnie szmatą. - i czułam kolejne łzy, a on mnie przytulił więc się w niego wtuliłam
  • Nie płacz bo nie warto. Wcale nią nie jesteś. Tylko się na tobie odgrywa, ale kazałaś się mu odczepić?
  • Tak. I muszę zmienić zamki.
  • To zaraz zadzwonię do ślusarza i go poproszę, aby przyjechał. I mogę dzisiaj zostać, aż do momentu jak przyjedzie Javier.
  • Tyle, że on będzie o północy bo pracuje.
  • No to co, poczekam. najpierw oczywiście zabawię małego. A później...
  • Mnie? - i na niego spojrzałam
  • Mogę ci pomóc w domowych obowiązkach, albo po prostu potulić.
  • Potulić? - i zaczęłam się cicho śmiać i tylko ostatni raz się do niego przytuliłam i zadowolona się odsunęłam
  • Tato? A pogramy w piłkę w ogródku? - i się gibał na wszystkie strony
  • Jasne. To idziemy. - i zaklaskał w dłonie

Panowie znikli w ogródku, a ja zadowolona zaczęłam gotować obiad i obserwowałam ich jak grają. I na prawdę Nacho wyglądał na bardzo zadowolonego. I zaraz przybiegli zmachani bo zaczęło padać. Podałam Lucasowi ręcznik, a sama wycierałam Nacho. I poleciał na górę a ja zaczęłam nakładać na talerze.
  • Mmm, ale apetycznie pachnie.
  • No to się cieszę. - i mu podałam talerze i sama wzięłam drugi i widelce. Do tego sok i zawołałam Nacho

Zjedliśmy obiad i panowie oczywiście najszybciej i poprosili o dokładkę więc im dołożyłam i patrzyłam jak jedli. O dziwo Lucas powiedział, że pozmywa a Nacho mu w tym pomoże. Dlatego oni się tym zajęli a ja poszłam na górę i zaczęłam segregację swoich ubrań. Na dodatek tak się nad tym zamyśliłam, że dopiero obudził mnie Lucas, który usiadł obok mnie na łóżku i spojrzał na moją pełną walizkę.
  • Widzę, że spakowana. - a ja pokiwałam głową - A Nacho śpi jak zabity.
  • Śpi? - i spojrzałam na jego zegarek - O no to faktycznie, późno.
  • Tak, ale nie martw się. Położyłem go i dałem buziaka za nas. Ale i tak wiem, że do niego pójdziesz. I w sumie jest dopiero 10 więc co robimy?
  • A co proponujesz? - a on wzruszył ramionami - Więc możemy iść na dół. Otworzyć wino i obejrzeć film.
  • Wino? To będę mógł przenocować? - a ja pokiwałam głową

Ale jednak po wypiciu butelki wina trochę zrobiłam się senna i po prostu przymknęłam oczy i dalej nie pamiętam co się działo, ale kiedy się przebudziłam to leżałam wtulona w Lucasa na kanapie, przykryta kocem. Tylko zamruczałam bo ścierpła mi ręka i od razu ja wyciągnęłam przed nim i on sam zaczął się budzić, mrucząc.
  • Dzień dobry. - szepnęłam
  • Dzień dobry - i się do mnie uśmiechnął - Mogę cię dzisiaj pocałować na dzień dobry?
  • Hmm... chyba... - i nie dokończyłam bo zaraz poczułam jego usta na swoich i delikatnie mnie pocałował tak się przewracając, że zaraz leżał na mnie
  • Zdecydowanie dzień dobry. Jak się spało? Bo mi niekoniecznie wygodnie. I muszę przyznać, że jestem stary jeśli chodzi o spanie na kanapie.
  • Ale jakoś nie za stary na leżenie na mnie?
  • Hmm.. zdecydowanie nie. A i na dodatek, nie pamiętam o tym, abym nas przykrywał.
  • Widocznie Javier był taki miły. Ale zostaniesz na śniadaniu?
  • Pomogę ci. - i wstał ze mnie i zarazem z kanapy i podał mi dłoń za którą złapałam i wstałam zaraz za nim

We dwoje zajęliśmy się śniadaniem. Ja robiłam jedzenie, a on picie i układał wszystko. Aż w końcu na dół zszedł Javier i tylko z cwanym uśmiechem patrzył na nas, pijąc kawę. Zaraz również wstał Nacho i w czwórkę zjedliśmy śniadanie.
  • Ale kiedy jedziecie? - zapytał mój brat, a ja sama byłam ciekawa
  • Pojutrze. Tylko jeszcze trzeba Nacho spakować prawda?
  • Prawda. - zaśmiał się a ja napiłam kawy
  • To co siostra? Cieszysz się chyba z wakacji?
  • Chyba tak. - powiedział po dłuższej chwili - Chociaż myślę co będę robić po powrocie. W końcu zostanę z Nacho bez funduszy. - a Lucas od razu odchrząknął więc na niego spojrzałam i już dobrze wiedziałam o co mu chodzi. - O nie, zdecydowanie się nie zgadzam.
  • Ale dlaczego? W końcu to mój syn, to normalne.
  • Nie będę na twoim utrzymaniu! Mam swój honor. - i zła poszłam na górę do sypialni i przyszedł za mną
  • Dlaczego? Powiedź mi, dlaczego taka jesteś, jak chcę ci tylko pomóc, nie oczekując nic w zamian.
  • Zawsze tak mówicie, a później wychodzi. - a on do mnie tylko podszedł i mnie pocałował od razu namiętnie
  • Twój uśmiech i uśmiech Nacho, naszego syna - to wszystko co oczekuje w zamian. Nie potrzebuje wyznań miłośnych, uniesień i chwil zapomnienia. Chcę jedynie pomóc i sprawić, że przestaną dręczyć mnie wyrzuty sumienia, że jestem takim dupkiem.
  • Przepraszam.
  • Ty nie masz za co. A teraz wakacje i zapomnijmy na jakiś czas o problemach.

2 komentarze:

  1. Aj, jak dobrze, że ten głupek zniknie z ich życia:) To teraz czas na wakacje i wieczne, szczęśliwe życie;] Nie wiem Eni, dlaczego nie przepadasz za tym rozdziałem? Jest fajny:) Bitwa przeradza się w sielankę. I ta kanapa:D Pozdrawiam, Jastylla:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, to Marcosa Paula ma z głowy. Całe szczęście. Teraz niech odpocznie na wakacjach i zapomni o problemach. A ja powiem tak, że Lucas jakoś tak mi jest obojętny. Ważne, by Nacho był szczęśliwy.

    OdpowiedzUsuń